ROZDZIAŁ 1
Liliana
Wyprostowałam się na krześle, rozciągając obolałe mięśnie.
Nareszcie mogłam powiedzieć, że skończyłam pracę na dziś. Moja firma
nieruchomościowa dawała wiele pieniędzy, ale wymagała mnóstwo wysiłku, by nie
upadła. Czasami spędzałam w biurze po dwanaście godzin z rzędu. To mnie
wykańczało.
-Lilka,
idziesz? - zapytał Michał, otwierając drzwi. Uśmiechnęłam się delikatnie na
jego widok.
-Już,
kochanie.
Podszedł do
mnie i odgarnął mi z czoła potargane włosy. Pocałował mnie w głowę.
-Nie możesz
się tak przemęczać - powiedział z troską. Wywróciłam oczami.
-Zauważ, że
pracujesz tyle samo, co ja.
-Tak, ale ja
jestem dziesięć lat młodszy.
-Będziesz
teraz wypominać mi wiek? - żachnęłam się, wstając. Zdjęłam płaszcz z wieszaka,
zanim zdążył mi go podać, po czym wyszłam z pokoju, gniewnie stukając obcasami.
Chwilę później dogonił mnie.
-Nie
wściekaj się, proszę. Po prostu się o ciebie martwię -poprosił. Westchnęłam i
spojrzałam na niego.
-Przepraszam.
Chyba jestem niewyspana.
-Po raz
kolejny w tym tygodniu - zauważył. Spiorunowałam go wzrokiem, dając jasny
sygnał, żeby się nie odzywał. Uniósł ręce i zasznurował usta, lecz widziałam na
jego twarzy cień uśmiechu.
Wyszliśmy z
budynku, a na zewnątrz wsiedliśmy do mojego samochodu, cudownego mercedesa.
Michał dobrze wiedział, że nikt nie ma prawa dotykać kierownicy tego auta,
dlatego od razu podszedł do drzwi pasażera. Usiadłam na siedzeniu kierowcy, od
razu rozluźniając się na miękkim fotelu.
-Uwielbiam
twoją maszynę. Po całym dniu pracy miło jest usiąść na czymś tak luksusowym - rzekł,
poklepując swoje siedzisko. Rzuciłam mu rozbawione spojrzenie.
-W tym
gruchocie, jakim się prowadzasz, raczej nie masz szans tego zaznać.
-Nie obrażaj
Bożeny, jeśli możesz. Dobrze służyła mi i moim współlokatorom na studiach, a
ponieważ działa do dzisiaj…
-…należy dać
jej nagrodę Nobla? Albo Oscara za udawanie jeżdżącego samochodu?
Zaśmiał się.
-Gdybyś dała
mi podwyżkę, mógłbym kupić sobie coś lepszego.
-Już o tym
rozmawialiśmy, Michał. Nie mogę tego zrobić. I tak zarabiasz już prawie tyle,
co ja.
-Wiem, wiem.
Ale nie obraziłbym się, gdybyś jednak to zrobiła.
Ścisnęłam go
za rękę. Chciałabym mu pomóc, ale zrobiłam już wszystko, co mogłam. Gdyby moi
pracownicy zaczęli coś podejrzewać, wybuchłby wielki skandal, a na to nie
mogłam sobie pozwolić.
Spokojnie
prowadziłam samochód przez ulice Wrocławia. O tej porze tysiące ludzi
wracało z pracy, dlatego były korki, jednak niezbyt duże. Już teraz robiło się
ciemno, więc kiedy zajechałam pod przystanek autobusowy na Nabycińskiej, słońce
zniknęło już za horyzontem.
-Chyba będę
już wysiadał - powiedział Michał, chwytając klamkę. Złapałam go za ramię.
-Nie gniewaj
się na mnie, proszę.
-O co mam
się gniewać, Lilka? O to, że nie chcesz się przyznać do naszego związku? Czy o
to, że wyładowujesz na mnie stres spowodowany pracą?
-A co
takiego mogłabym zrobić? Przyznać się? Porzucić wszystkie swoje cele związane z
firmą? Skrzywdzić twoją żonę?
-Myślisz o
wszystkim, tylko nie o mnie. To zaczyna robić się męczące.
-Wiesz, jak
bardzo chciałabym, żebyśmy mogli żyć normalnie.
-Więc czemu
nic z tym nie zrobisz?!
-To nie
takie proste - westchnęłam. W jego oczach pojawiła się złość.
-To nie
takie proste, to nie takie proste. Wciąż to powtarzasz, jak zacięta płyta.
Oj nie.
Teraz to ja zaczęłam się wściekać.
-Zachowujesz
się jak rozwydrzony dzieciak!
-A ty się
mną bawisz!
Gwałtownie
wysiadł z samochodu. Zanim zatrzasnął drzwi, powiedział jeszcze:
-Mam już
tego dość. Nie możesz wiecznie stać pośrodku.
Patrzyłam za
nim, jak odchodził. Znałam każdy szczegół jego sylwetki, wiedziałam, jak
chodził, jak mówił, jak się śmiał. Nie chciałam go stracić, ale tak samo nie
chciałam stracić firmy, która była dla mnie bardzo ważna. Odpowiedź na pytanie,
czy najważniejsza, stanowiła zadrę w związku moim i Michała. A także jego żona,
Krystyna, którą szanowałam oraz lubiłam. Co miałam zrobić? Poświęcić wszystko,
nad czym pracowałam od blisko dziesięciu lat dla mężczyzny, który w każdej
chwili może się ze mną rozstać? To nie w moim stylu, rzucać się na tak głęboką
wodę.
Odjechałam
spod tamtego miejsca i podążyłam w kierunku mojego mieszkania na Krzykach.
Akurat tamte okolice stały praktycznie non stop, dlatego miałam sporo czasu na
rozmyślania. Niestety, nie doszłam do niczego, co mogłoby pomóc mi rozwiązać
ten problem. Zdałam sobie jedynie sprawę z tego, że muszę szybko podjąć
decyzję, inaczej mogę go stracić. A nie wiem, czy bym to zniosła.
W domu
powitała mnie moja tłusta kotka, Candy. Otarła się przymilnie o moje nogi,
mrucząc.
-Już, już,
grubasko - powiedziałam, głaszcząc ją po głowie.-Zaraz dam ci jeść.
Wsypałam
zwierzakowi jedzenie, a sobie nalałam wina, po czym usiadłam na kanapie i
zrzuciłam obcasy. Rozprostowałam palce u stóp, ciesząc się, że wreszcie mogę je
rozluźnić. Poprzerzucałam kanały w telewizji, szukając czegoś do zabicia czasu,
aż w końcu zdecydowałam się na film Witajcie
w dżungli z Dwaynem Johnsonem. Mocna akcja i zabawne sceny były właśnie
tym, czego potrzebowałam po kłótni oraz ciężkiej pracy. Niestety, prawie nic nie
zapamiętałam z tej historii, ponieważ nie potrafiłam oderwać myśli od Michała.
Ciągle zastanawiałam się nad decyzją, którą zapewne niedługo będę musiała
podjąć i nad tym, jak ona wpłynie na nasze życie. Zaraz jednak postanowiłam
wziąć się w garść. Jestem Liliana Rogodzińska, do jasnej cholery! Nie będę się
zamartwiać przez faceta!
Ech! Pewnie
przez ten sposób myślenia mam czterdzieści jeden lat i jestem kochanką żonatego
mężczyzny. Na dodatek o dziesięć lat młodszego.
-Jak
myślisz, Candy? Dobrze postępuję? – zapytałam kotkę. Mruknęła coś pod nosem.
Pewnie równie dobrze jak ja zdawała sobie sprawę z tego, że prawdziwe pytanie
brzmiało: czy dobrze postępowałam przez całe moje życie? Odpowiedź była dla
mnie prosta. Oczywiście. Byłam zadowolona z firmy oraz dumna z tego, jak wiele
osiągnęłam. Czasami jednak człowiek zastanawia się, co mógł zrobić inaczej, w
jaką inną stronę mógłby pójść. Szczególnie, kiedy jest już bliżej końca, niż
początku.
Dopiłam
kieliszek wina i odłożyłam go na blat w kuchni. W sypialni przebrałam się
w koszulę nocną, umyłam zęby, rozczesałam włosy. Candy przytuliła się do mnie,
kiedy ułożyłam się pod kołdrą na łóżku.
-Dobranoc - wyszeptałam,
zarówno do siebie, jak i do niej oraz do mojego ukochanego, który spędzał
właśnie czas z inną kobietą. Ta myśl z pewnością nie doprowadzała do
rozluźnienia moich mięśni, ale była ostatnią, która towarzyszyła mi przed
zaśnięciem.
W środku
nocy obudził mnie dzwonek telefonu. Zamroczona, poklepałam szafkę obok łóżka, a
potem zaklęłam, przypominając sobie, że komórkę zostawiłam w salonie.
Podniosłam się już w pełni rozbudzona. Kotka spojrzała na mnie z wyrzutem,
niezadowolona z tego, że wyrwałam ją ze snu.
Znalazłam
urządzenie w torebce, rzuconej niedbale w przedpokoju. Z zaskoczeniem
zauważyłam na wyświetlaczu, że dzwoni Michał. Odebrałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz