Co piszczy w literackiej IB?



Oto wynik naszej wytężonej pracy na języku polskim. Ulubiony przez nas Mały Książę zainspirował nas do tego, by kontynuować jego przygody. Zobaczcie, kogo jeszcze na swej drodze spotkał nasz bohater.


Nowe podróże Małego Księcia

[…] Minęło kilka lat i Mały Książę postanowił wyruszyć w dalszą podróż. Nie wiem, czy chciał poznać nową planetę, czy poznać nowych ludzi, a może poszukać nowego nasionka róży i posadzić je, aby wyrosła przyjaciółka róży z jego planety. Mały Książę dotarł do dziwnej planety. Było tu mnóstwo domów, uliczek, parków, mostów, ale żadnych roślin.
- Cóż to za dziwna planeta? – powiedział Mały Książę. – Nie ma tu ludzi, drzew, krzewów, żadnej trawy ani kwiatka. Smutne tu życie bez śpiewu ptaków, głosów dzieci – rozmyślał Książę. - Nie mam z kim zamienić ani jednego słowa – smucił się Mały Książę.
I nagle, nie wiadomo skąd, ukazał się człowiek odziany w łachmany, brudny, bardzo zaniedbany.
- Cóż tu robisz, człowieku? – zapytał Mały Książę.
Mężczyzna nie odezwał się.
- Co tu robisz? – Mały Książę zapytał po raz drugi, bo nie lubił, gdy nie otrzymywał odpowiedzi na zadane pytanie.
Człowiek przystanął, spojrzał na Małego Księcia i zapytał:
- A skąd ty przybywasz, mały człowieczku? Ale Mały Książę nie odpowiedział, bo czekał, co odpowie mu mężczyzna.
- Pytam po raz kolejny, co tu robisz, człowieku?
Wówczas mężczyzna poprosił Małego Księcia, aby przysiedli na pobliskim murku.
- Widzisz, mały człowieku, byłem kiedyś grzecznym dzieckiem, potem dobrym uczniem, nastolatkiem, następnie jako dorosły założyłem rodzinę. Pracowałem, utrzymywałem żonę i dzieci.
- I cóż się stało, że jesteś tu sam, opuszczony, zaniedbany? – zapytał Mały Książę. – Nikt za tobą nie tęskni? I w tym momencie Mały Książę przypomniał sobie o swej pięknej róży, która pewnie też już zatęskniła za nim. Mężczyzna znów długo milczał, wreszcie zaczął opowiadać.
- Ta opuszczona planeta przeznaczona jest dla ludzi złych, wygnanych ze swej ojczyny. Są tu ludzie o złych sercach. Są zarozumiali i rządzą innymi (jak Król), a ja skrzywdziłem moją rodzinę. Przegrałem wszystkie oszczędności w karty i najbliżsi przeze mnie głodowali. Wszyscy mnie opuścili i zostałem tu wygnany, żeby przemyśleć swoje uczynki. Chciałbym już do nich wrócić.
- A jaki warunek musisz spełnić, żeby stąd wyjechać? – zapytał Mały Książę.
- Stanie się to wówczas – odpowiedział człowiek, gdy na planetę przybędzie nowy, zły człowiek, żeby przemyśleć swoje czyny. Zesłani muszą tu przebywać pojedynczo. Wtedy, w samotności, bardziej się tęskni za bliskimi.
I znowu Mały Książę zatęsknił za swoją różą. Mocno zatęsknił. Gdy żegnał się z poznanym człowiekiem, otrzymał od niego jedno nasionko róży. Miał je posadzić, aby wyrosła nowa różyczka, przyjaciółka róży Małego Księcia. Będzie im weselej, gdy Mały Książę znów wyruszy na inne nieznane planety.

Ola Szargawińska

....................................................

XVa

Pozostała jeszcze jedna planeta przed Ziemią. Zbliżając się do niej, zauważyłem, że coś jest w ciągłym ruchu dookoła niej. Początkowo wydawało mi się, że to dziwne zjawisko spowodowane jest wieloma księżycami krążącymi wokół planety. Przez chwilę myślałem też, że widzę biegające na czworaka krasnoludki w ciepłych ubrankach. Kiedy już byłem pewny, że to właśnie krasnoludki, zacząłem się uważnie przyglądać. Najpierw z niedowierzaniem, a chwilę potem już ze strachem. Nabrałem przekonania, że to prawdziwe duchy. W tym momencie wylądowałem na planecie i próbowałem ukryć się za dębem. Ulżyło mi, że zupełnie się mną nie interesują. Jak na duchy wydawały wcale nie takie groźne odgłosy. Wziąłem się w garść i wyszedłem z ukrycia. Teraz nie miałem już wątpliwości. Stworzenia, których początkowo się bałem, okazały się być dużym stadem puszystych, rozbrykanych owieczek. Nic dziwnego, że odgłosy beczenia wydawały mi się takie znajome wcześniej. Ochoczo podbiegłem do nich i zacząłem je głaskać. Każda z nich tuliła się przez chwilę, ale już po chwili żegnała się donośnym „B-e-e-e-e b-e-e-e” i dołączała do grona pozostałych. 

Po krótkiej zabawie z owieczkami postanowiłem ruszyć z wędrującym stadem. Po kilkunastu minutach wędrowania ukazał się smutny widok. Zauważyłem małe stado owieczek, które leżało pod drzewem. Ich futerka były brudne, na niektórych były ślady krwi, a większość z nich spała. Przynajmniej miałem taką nadzieję, że to był sen. Kiedy zaciekawiony podszedłem bliżej, zobaczyłem cień klęczącego mężczyzny. Jeszcze kilka kroków i mogłem się z nim przywitać.

- Witam. Czy mógłbym panu w czymś pomóc?
Zauważyłem, że mężczyzna klęczy przed jedną z owieczek i pewnymi ruchami owija jej nogę bandażem.
- Ależ oczywiście. Każdy powinien pomagać – powiedział mężczyzna.

Miał miły uśmiech. Wiedziałem, że nie muszę się go obawiać, z pewnością nie był duchem. Mała owieczka z zabandażowaną nogą tuliła się już do swojej mamy, a mężczyzna, wskazując na leżące owieczki, powiedział, że czeka nas dużo pracy.  

- Cieszę się, że do mnie dołączyłeś. Tu zawsze jest dużo pracy, a nowi wolontariusze nie pojawiają się często na tej planecie. Jak masz na imię? Mnie nazywają tutaj Fidiaszem.
- Bardzo mi miło. Jestem Mały Książę – odpowiedziałem i wyciągnąłem rękę na powitanie.
- Na dziś zostało mi jeszcze sześć owiec do wykąpania i jeśli mi pomożesz, to skończymy pracę wcześniej i zaproszę cię na pyszną kolację. Jesteś wegetarianinem?
- Tak - odpowiedział Mały Książę, sięgając po wiaderko wody i czystą gąbkę. 

Przez kilka następnych godzin pracowaliśmy ciężko, namydlając, spłukując i rozczesując owce. Fidiasz opowiadał mi przy tym, jak został wolontariuszem, gdy był małym chłopcem. Całe swoje życie poświęcił na pomoc potrzebującym. W przeszłości czytał małym dzieciom w szpitalach, budował studnie i szkoły, uczył imigrantów nowych języków, a przez ostatnie lata skupił się na pomocy zwierzętom. Planeta owiec była jego kolejnym wyzwaniem.

- Dlaczego to robisz? Te owce są naprawdę milusie, ale ty nigdy nie masz czasu dla siebie.
- Mój czas jest tyle wart, ile mogę pomóc innym. Pomaganie sprawia mi przyjemność i każdego dnia czuję się spełniony.
- Jesteś naprawdę wyjątkowy. Kiedy dorosnę, chciałbym być taki, jak ty.
- Wcale nie musisz czekać, aż dorośniesz, aby pomagać innym.

I to nie wydało mi się dziwne, ale bardzo prawdziwe.

Nicolas Manus

............................................


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz